„Listy, którymi nigdy się nie podzielił: Nieopowiedziana historia namiętności, którą trzymał w tajemnicy, niewypowiedzianej tęsknocie, bólu, którego czas nie mógł wymazać, miażdżącym ciężarze straty i zaskakującej mocy uzdrawiania, jaką odnajdujemy we wspomnieniach i przebaczeniu”

Straciłam syna, gdy miał szesnaście lat i od tego momentu moje małżeństwo zaczęło się rozpadać. Podczas gdy ja załamywałam się pod ciężarem żalu, mój mąż, Sam, zachowywał niepokojąco spokojny spokój. Na pogrzebie stał nieruchomo i milczał, przyjmując kondolencje z obojętną uprzejmością. Nigdy nie płakał, nigdy nie mówił o naszym synu, nigdy nie wyciągał do mnie ręki. Błagałam go, żeby podzielił się swoim bólem, żeby pozwolił mi przeżywać żałobę razem z nim, ale on całkowicie się zamknął.

Cisza między nami stawała się nie do zniesienia. Wypełniała nasz dom, rozciągała się między rozmowami i powoli nas od siebie oddalała. Nasza rodzina się rozpadła, a w ciągu roku nasze małżeństwo się rozpadło. Sam się wyprowadził i wkrótce potem ożenił ponownie. Widok jego tak szybkiej odbudowy życia napawał mnie goryczą. Przekonywałam samą siebie, że nigdy tak naprawdę nie kochał naszego syna, że ​​jego spokój był dowodem obojętności.