„Listy, którymi nigdy się nie podzielił: Nieopowiedziana historia namiętności, którą trzymał w tajemnicy, niewypowiedzianej tęsknocie, bólu, którego czas nie mógł wymazać, miażdżącym ciężarze straty i zaskakującej mocy uzdrawiania, jaką odnajdujemy we wspomnieniach i przebaczeniu”

Przez dwanaście lat nosiłam w sobie tę wiarę jak ochronę. Co tydzień odwiedzałam grób naszego syna, kurczowo trzymając się żalu, podczas gdy we mnie narastała uraza. Potem Sam nagle zmarł na zawał serca. Początkowo nie czułam nic, tylko pustą ciszę, w której kiedyś mieszkał gniew.

Kilka dni później jego druga żona, Claire, zapukała do moich drzwi, trzymając w ręku małe drewniane pudełko. Jej oczy były opuchnięte od płaczu, gdy powiedziała mi, że czas, żebym zrozumiał. W pudełku znajdowały się setki listów, wszystkie adresowane do naszego syna.

Sam pisał do niego codziennie przez dwanaście lat. Listy były pełne wspomnień, przeprosin i miłości, których nigdy nie zdołał wypowiedzieć na głos. Nigdy ich nie wysłał. Tylko pisał i pisał.

Claire powiedziała mi, że płakał każdej nocy, kiedy wszyscy już spali. Jego milczenie nie było nieobecnością ani obojętnością. Było walką o przetrwanie. A ja zdałam sobie sprawę, za późno, że najsilniejsza cisza potrafi skryć najgłębszy ból.