Tego ranka weszłam do gabinetu ginekologa, czując jedynie lekki niepokój, który towarzyszy spotkaniu z nowym lekarzem. To miała być rutynowa wizyta, podstawowe badanie kontrolne, które już wiele razy przechodziłam. Powtarzałam sobie, żeby zachować spokój, żeby traktować to jak kolejną wizytę. Jednak od momentu, gdy tylko wszedł do gabinetu, czułam, że coś jest nie tak. Jego uśmiech gościł zbyt długo, a jego serdeczność wydawała się nie na miejscu. Zignorowałam to, zakładając, że jestem przewrażliwiona.
Podczas badania niepokój przerodził się w coś nieomylnego. Przysunął się bliżej niż było to konieczne i cicho powiedział: „Twój mąż to szczęściarz”. Te słowa uderzyły mnie jak szok. Zamarłam, a moje ciało napięło się, gdy gniew i niedowierzanie narastały. Chciałam przemówić, powstrzymać go, odejść. Zamiast tego milczałam, oszołomiona, podczas gdy on kontynuował, jakby nic się nie stało.
