


Kiedy było po wszystkim, szybko się ubrałam i wyszłam, z twarzą rozpaloną upokorzeniem i wściekłością. Powiedziałam sobie, że go zgłoszę, że nigdy nie wrócę. W domu, zdesperowana, by pozbyć się tego uczucia, poszłam się przebrać i zauważyłam małego, okrągłego siniaka na podbrzuszu – czegoś, czego wcześniej tam nie było. Dotknięcie go sprawiło, że poczułam tępy ból, a potem falę niepokoju.
Przyglądałam się śladowi, próbując go zracjonalizować, ale nie wyglądał na przypadkowy. Szept lekarza rozbrzmiewał mi w głowie, tym razem cięższy, bardziej niepokojący. Nic w badaniu nie powinno było spowodować siniaka w tym miejscu. Kształt wyglądał na celowy, zamierzony, a mój instynkt zaczął krzyczeć.
Krążyłam po domu, rozdarta między logiką a intuicją. Wątpliwości wkradały się do mojego wnętrza, ale nie były w stanie zagłuszyć narastającego we mnie niepokoju. Cokolwiek wydarzyło się w tym gabinecie, jeszcze się nie skończyło. Siniak był jak ostrzeżenie – i wiedziałam, że nie mogę go zignorować.