Dałem nieznajomej 100 dolarów i posiłek, a potem ona pojawiła się z policjantem
Było spokojne popołudnie w mojej małej piekarni, gdy przez drzwi wślizgnęła się młoda kobieta.
Rękawy sięgały jej za nadgarstki, a ramiona były skulone, jakby chciała zniknąć.
Kiedy podeszła do lady, zauważyłem blade siniaki rozsiane na jej ramionach – ślady ciężkiego życia.
Jej głos ledwo przekroczył szept:
„Czy… masz jakieś resztki chleba?”
Poczułem ucisk w piersi. Wyglądała na głodną, drżącą, wychudzoną.
Zamiast czerstwego chleba, spakowałem ciepły posiłek i wcisnąłem do środka banknot stu dolarowy.
Zamrugała zaskoczona.
„Dlaczego to zrobiłeś?”
„Ponieważ” – powiedziałem łagodnie – „zasługujesz na to, żeby wiedzieć, że nie jesteś sam”.
Zanim odeszła, otarła łzy i wyszeptała: „Pamiętaj o mnie. Kiedyś ci się odwdzięczę”.
Uśmiechnąłem się, nie spodziewając się, że ją jeszcze zobaczę – miałem tylko nadzieję, że odnajdzie swoją drogę.
