


Obiektem było dynamo rowerowe . Kiedyś powszechne, teraz niemal zapomniane. W chwili, gdy to sobie uświadomiłem, przeniosłem się z powrotem na ulice mojego dzieciństwa. Długie letnie wieczory. Przyjaciele ścigający się wąskimi drogami. Cichy szum koła ocierającego się o oponę. I blask małej przedniej lampy, która świeciła tylko podczas pedałowania.

Żadnych baterii. Żadnych kabli do ładowania. Tylko światło tworzące ruch. Im szybciej jechałeś, tym jaśniejszy był strumień. Wtedy to było jak magia. Czysta i prosta sprawa. Rower to nie tylko środek transportu. To niezależność. A dynamo to klejnot w koronie. W naszym sąsiedztwie tylko jedno dziecko miało takie. Czekaliśmy, aż się pojawi, jakby przywiózł ze sobą jakiś futurystyczny wynalazek. Kiedy jego reflektor oświetlił ciemną drogę, patrzyliśmy z podziwem.
Pamiętam, że miesiącami marzyłem o własnym dynamie. Wyobrażałem sobie nocne przejażdżki, podczas których mogłem przedzierać się przez ciemność o własnych siłach. Patrząc na mały, zardzewiały przedmiot w mojej dłoni, niemal znów słyszałem ten znajomy brzęczący dźwięk.
Technicznie rzecz biorąc, był to genialny wynalazek. Malutki generator zamieniający ruch w energię elektryczną. Prosty. Wytrzymały. Uczciwa inżynieria. Czasem ślizgał się na deszczu. Czasem skrzypiał. Ale działał. I dawał niewypowiedzianą lekcję. Aby mieć światło, trzeba było się poruszać. Przestać pedałować, a ciemność powracała. Dziecko uczy się wytrwałości, gdy nikt nie mówi ani słowa.
Dziś eleganckie, akumulatorowe lampy LED zastąpiły te stare dynama. Są jaśniejsze, lżejsze i cichsze. Pod każdym względem bardziej wydajne. Brakuje im jednak uroku, poczucia, że samemu się na nie zapracowało. Nowe pokolenia nigdy nie poznają tego cichego, mechanicznego szumu ani dumy z zasilania czegoś własnym wysiłkiem.
Trzymając ten brudny, mały przedmiot, uświadomiłem sobie, że mój syn odkrył coś więcej niż tylko zapomniany metal. Odkrył fragment wspólnej pamięci. Przypomnienie czasów, gdy technologia była widoczna, zrozumiała i osobista. Gdy przedmioty niosły ze sobą historie, a nie tylko funkcje.
I na krótką chwilę przeszłość i teraźniejszość spotkały się na dłoni dziecka.