Wyobraź sobie to:
Wyciągasz z piekarnika złocisty, miękki jak obłok bochenek – jego skórka szeleści podczas stygnięcia, a miąższ jest tak delikatny, że praktycznie rozpływa się na języku. Kroisz go bez wysiłku, smarujesz masłem i bierzesz kęs, który smakuje jak dzieciństwo, komfort i czysta domowa radość.
A najlepsze jest to, że
ani razu nie wyrabiałaś ciasta.
Nie wyciągnęłaś dziesięciu misek.
Nie użyłaś nawet jajek ani masła.
